Damon spojrzał na mnie z wyraźnym rozbawieniem.
-Twój dom gotowy!-Krzyknęła wysoka blondynka stojąca obok niego.Która najwidoczniej strasznie się cieszyła.-A tak poza tym jestem Caroline.-Przywitała się a ja z uśmiechem spojrzałam na nowy DOM, śliczny jest.Damon wraz z jego przyjaciółmi zbudowali go w lesie niedaleko jego posiadłości.
-Chcesz obejrzeć wnętrze?-Spytała otwierając drzwi.-Urządziłam je z pomocą Eleny oraz Bonnie.Powinno ci się spodobać.-Gdy weszłam ujrzałam duży salon wypełniony milionami książek, znajdowała się też tam duża kanapa, stół oraz kilka foteli z poduszkami.Duże okna oświetlały całe pomieszczenie.
-Piękne.-Powiedziałam idąc dalej.Zauważyłam przepiękną KUCHNIĘ, obok niej znajdowały się drzwi do małej ŁAZIENKI.Zeszliśmy na dół do PIWNICY.Spojrzałam na nich ze zdziwieniem.
-To był Damona pomysł.Kawałek dalej jest reszta.-Powiedziałą Caroline
-Nie musisz dziękować.-Uśmiechnął się
Reszta piwnicy to ALKOHOL oraz jakieś tajemnicze przejście do Damona domu i w inne miejsce kanałami podziemnymi.
Wyszliśmy z powrotem na górę domu tylko, że na drugie piętro.Znajdowało się tam pięć pokoi.Trzy z nich to pokoje gościnne, są takie same tylko z inną kolorystyką.W każdym jest łóżko łazienka, dwie szafki nocne i szafa na ubrania.Pokój numer cztery to cały czarny pokój z dużą kanapą, dużym telewizorem i szafą zapełnioną różnymi filmami.Weszłam do ostatniego pokoju okazał się być moim POKOJEM.W nim znajdowały się jeszcze jedne drzwi które prowadziły do mojej ŁAZIENKI.
-Ten dom jest cudowny.Dziękuję wam.-Powiedziałam przytulając Caroline.
-Nie ma sprawy.-Uśmiechnęła się
-Trzeba jeszcze znaleźć ci męża.-Powiedział Damon
-Nie bądź nie grzeczny.Pomogę ci.-Powiedziała wyjrzawszy za okno
-Co teraz robimy?Nudzi mi się.-Powiedział znudzony Damon
-Możemy przedstawić Abbadon, reszcie.-Zaproponowała
-Jasne, ja rezygnuję.Narazie.-Powiedział i zniknął
-Ubierz TO.-Powiedziała Caroline pokazując mi gotowy strój.Gdy go założyłam poczułam się lepiej.
-Wyglądasz cudownie.Chodźmy.-Powiedziała podekscytowana.
Gdy weszłyśmy do Mystic Grilla, zauważyłam, że dość duża ilość mężczyzn nam się przygląda.
-Tam są!-Krzyknęła Caroline ciągnąc mnie stronę znajomych.Usiadłam pomiędzy Caroline a chłopakiem o brązowych oczach i krótko strzyżonych, czarnych włosach.Chłopak jest średniego wzrostu, dość umięśniony i szczupły.Uśmiechnął się a ja założyłam kosmyk włosów za ucho.
-To jest..-Zaczęła Caroline ale jej przerwałam
-Abbadon Lockwood.-Powiedziałam a wszyscy oprócz Eleny spojrzeli na mnie dziwnie.-Coś nie tak?-Spytałam
-Jestem Tyler Lockwood.-Powiedział chłopak siedzący obok mnie
-Miło mi cię poznać.-Przywitałam się
-Dobrze cię widzieć.-Powiedział Stefan
-Matt Donavan.-Powiedział dobrze zbudowany, wysokim mężczyzna, z krótkimi blond włosami i niebieskimi oczami w których można się zakochać.
-Bonnie Bennett.-Uśmiechnęła się młoda Afroamerykanka o oliwkowo-zielonych oczach i ciemnych włosach.
-Jeremy Gilbert, młodszy brat Eleny.-Przywitał się przystojny młody mężczyzna.Wysoki oraz dobrze zbudowany.Ma ciemno brązowe włosy oraz oczy.
-To już wszyscy.Damona znasz.-Powiedział Stefan
-Czym jesteście?-Spytałam
-Tyler to hybryda, Stefan wampir, Elena wampir, Bonnie czarownica, Jeremy to łowca, Matt to człowiek a ja jestem wampirem.A ty?-Spytała
-Wampir z tysiąc letnim stażem.-Powiedziałam z lekkim uśmiechem
-Przecież Lockwoodowie to wilkołaki.-Powiedziała Bonnie
-Tak, nikt tego nie zgadł do teraz.-Przyznałam
-Czyli jesteś hybrydą?Tak jak Klaus?-Spytała Caroline
-Tak, tylko nie miałam uśpionego genu.-Odpowiedziałam
-Znasz Klausa?-Spytał Tyler
-Tak.A ty?-Zapytałam
-Za dobrze.-Odpowiedział
-Masz chłopaka?-Spytała nagle Elena
-Abbadon, straciła wszystko.-Wyjaśniła Caroline a ja nagle poczułam niewyobrażalny głód, krwi.Muszę kogoś zabić.
-Przepraszam.Mogę już jechać do domu?-Spytałam.-Miałam ciężki dzień i jestem zmęczona.-Skłamałam
-Jasne, odwieźć cię?-Spytał Stefan.
-Nie dzięki.Chyba sobię poradzę.Do zobaczenia.-Pożegnałam się i wyszłam.Szłam przed siebię ale usłyszałam wołanie mojego imienia.Zatrzymałam się i odwróciłam.Tyler biegł w moją stronę.
-Napewno nie jesteś zmęczona.-Powiedział na wstępie
-Mogła bym być.-Usprawiedliwiłam się
-To idziemy kogoś zabić?-Spytał
-Jasne tylko nie wiem gdzie.-Powiedziałam
-Las?-Zaproponował
-Super, chodźmy.-Ruszyliśmy do lasu.
Zabiłam poprzez wypicie całej krwi z krwiobiegu trzy osoby.Ale to byli gwałciciele.Tyler pożegnał się ze mną i poszedł do domu.Ja także szybko się w nim znalazłam.Wypiłam jeszcze jakiś sok i umyłam zęby.Weszłamy mojego pokoju i chwyciłam w ręce jakaś książkę, zaczęłam czytać.Na końcu książki znalazłam kartkę i pierścień.Odwinęłam ją i zaczęłam czytać.
„Abbadon znalazłam twój rodzinny pierścień, bardziej wykradłam z muzeum.Ale wiem, że jest dla ciebie ważny.Mam nadzieję, że poczułaś się lepiej.Do zobaczenia.
Elena."
Moja mina wyrażała totalne zdumienie choć wiedziałam, że w tym dniu nic mnie już nie zaskoczy.Pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku na widok pierścienia.
-Dzięki Elena.-Mruknęłam do siebie i założyłam pierścień.
Odłożyłam kartkę do księgi i położyłam na łóżku, lecz po chwili poszłam do łazienki.Rozebrałam się, i weszłam do wody.Odczułam ogromną ulgę.Po kąpieli otuliłam się ręcznikiem i założyłam szlafrok.Wyszłam z łazienki susząc włosy ręcznikiem.Po chwili poczułam lekki chłód w pokoju.Stanęłam i zaczęłam się rozglądać.
Usłyszałam tuż za plecami chrząknięcie i odwróciłam się pospiesznie.Zauważyłam mężczyznę.Nie mam pojęcia kto to.
-Zginiesz!-Wykrzyczał rozwścieczony przyciskając mnie do ściany.Ledwo oddychałam.Moje serce nie nadążało bić z przerażenia.Jego źrenice zaczęły zmieniać wielkość.
-Zabiłaś mi rodzinę.-Powiedział.Nagle pojawił się ktoś i powalił go na ziemię.
-Przepraszam złotko, ale ugryzł go wilkołak, wiesz jak to jest.-Powiedział ktoś z wyraźnym akcentem.Po chwili ujrzałam go.Przystojnym wampir o południowej urodzie.Dość wysoki, i dobrze zbudowany.Brązowe włosy i oczy w tym samym kolorze.-Abbadon.-Powiedział a mężczyzna który został przez niego zniknął.
-Nie możliwe.-Powiedziałam zakrywając usta dłonią
-Nie mów mi, że się nie cieszysz.-Mruknął pochodząć do mnie bliżej.Moje emocje jak i serce wariowało.Więc cofnęłam się troszkę.
-Nie wiem.-Powiedziałam
-Wiesz ale boisz się przyznać.Poza tym.Gdzie twój mąż?Zostawił cię, umarł, zjadłaś go czy może znalazł inną?-Spytał
-Nie byłam obecna przez siedemdziesiąt lat.Coś jeszcze?-Spytałam wściekła
-Zostawił cię, nie prawda?A co tam u Klausa?-Spytał
-Dosyć!-Krzyknęłam.Nie wytrzymałam rzuciłam się na niego.Enzo jednym ruchem przycisną mnie do ściany i oboje znaleźliśmy się tak blisko że prawie stukaliśny się nosami.
-Ale ty jesteś agresywna.-Rzucił lekceważąco ,po czym odepchnęłam go od siebie.Zniknął, lecz po chwili wrócił.-Zapomniałem czegoś.-Powiedział i przywarł mnie z powrotem do ściany całując zachłannie moją szyję.Całował mocniej, brutalniej a w tych pocałunkach czułam pożądanie.Zdjął moją sukienkę i zaczął całować mnie po dekolcie.Moje pożądane rosło chyba bardziej ponieważ wręcz zerwałam z niego koszulkę.Po chwili jego spodnie znalazły się na podłodze.Zaczął składać pocałunki na całym moim rozpalonym od fal przyjemności i pożądania ciałem.Bez trudu rozpiął i wyrzucił mój stanik.Zaczął gnieść i całować moje piersi, po czym wpił się w moje usta całując zachłannie.Zjechał ręką na brzuch i niżej. Delikatnie wsunął palce pod cieniutką gumkę moich majtek.Ściągnął je bez trudu.Zniżył się i przejechał dłonią po wewnętrznej stronie moich ud wywołując przyjemny dreszcz na ciele,kierując się w stronę mojego punktu G.Rozsunęłam uda dając mu większy dostęp.Wsunął delikatnie dwa palce w pochwę, a ja jęknęłam z rozkoszy.Podniósł się i zaczął obcałowywać moją szyję.Wtedy ściągnągnęłam jego bokserki.Wylądowały tam gdzie reszta ubrań.Szybko wylądowałam brutalnie na łóżku, Enzo pojawił się nade mną całując.Przejechałam palcem po jego przyrodzeniu.Zadrżał pod wpływem dotyku.Przyspieszył oddech.Złapał mnie i przyciągnął do siebie.
Po chwili poczułam jak zatapia we mnie swojego penisa.Krzyknęłam gdy we mnie wchodził.Czułam przyjemne rozpychanie.Wsuwał się delikatnie i subtelnie coraz głębiej i głębiej. Położyłam dłonie na jego plecach i wbiłam mu w nie paznokcie.Wszystko robił tak brutalnie jakże delikatnie, powoli doprowadzając mnie do szaleństwa.Nagle przyśpieszył tępo.Wydawaliśmy z siebie dźwięki rozkoszy.Wchodził we mnie głębiej dając mi więcej rozkoszy.Ale Enzo wyszedł ze mnie i posadził na sobie.Teraz ja przejejmuję pałeczkę.Zaczęłam unosić się w górę i w dół szybko oddychając.Gdy nie miałam już sił opadłam na niego a ten położył się na mnie i znów we mnie wszedł.Wbiłam palce w materac a moje ciało wygięło się w łuk.Teraz był bardziej stanowczy i pewny siebie.Powoli obydwoje dochodziliśmy do finishu.Jeszcze tylko ostatnie pchnięcie i obydwoje doszliśmy w tym samym momencie.Opadł na łózko koło mnie, i momentalnie zasnęłam.
Obudziłam się, czując na sobie miękki materiał.Obróciłam głowę zauważyłam, że jestem sama. Wstałam trząc oczy.Ubrałam świeżą bieliznę i szlafrok.Zeszłam do kuchni i wyciągnęłam sok z lodówki upijając łyka.Gdy zamknęłam lodówkę ujrzałam Stefana.
-Hey, jak się spało?-Spytał
-Po pierwsze nie zakradaj się.Po drugie fajnie, chyba pierwszy raz od siedemdziesięciu lat się wyspałam.-Uśmiechnęłam się miło.
-Super, ubierz coś to dostarczę cię do Caroline.-Powiedział
-Dostarczę?-Spytałam unosząc brew
-Wiesz o co mi chodzi.-Powiedział popychając mnie lekko na schody.-Weź jakąś torebkę, i ubierz się jak nastolatka.-Rzucił jak weszłam do pokoju.Okey, jak nastolatka.
Otworzyłam szafę i ujrzałam same takie ciuchy.Super, ubrałam TO i pozostawiłam włosy rozpuszczone.
Gdy się odwróciłam ktoś przywarł do mnie ustami, pół nagi Enzo.Odepchnęłam go delikatnie.
-Poszedł już?-Spytał
-Nie, a ja wychodzę..-Powiedziałam chcąc wyjść ale uniemożliwił mi to Enzo.-Słucham?-Spytałam
-Powodzenia.-Powiedział i z nienacka usłyszałam stukot w drzwi.Otworzyły się, a w nich stanął Stefan.Enzo zniknął.
-Możemy?-Spytał
-Wyglądam jak nastolatka?-Spytałam obracając się wokół własnej osi.
-Tak, chodźmy.-Powiedział.
Weszliśmy do dużego budynku Whittmore College.
-Co tu robimy?-Spytałam oglądając wnętrze budynku.
-Będziesz tu chodzić do szkoły.-Odrzekł.-Proszę podać mi papiery dla Abbadon Lockwood.-Powiedział do (chyba) recepcjonistki.
-Pan jest jej bratem?-Spytała szukając
-Kuzynem.-Poprawił ją
-Przepraszam, jesteście bardzo podobni więc założyłam..Proszę bardzo.-Powiedziała podjąć mu kilka kartek i jakiś zeszyt.
-Dziękuje.-Odpowiedział i poszliśmy do miejsca mieszkalnego.
Otworzył drzwi jednego pokoju i weszliśmy.Ujrzałam Caroline, Elenę oraz Bonnie.
-Co tu robię?-Spytałam gdy Stefan zamknął drzwi.
-Będziesz z nami mieszkać, i chodzić do szkoły!-Krzyknęła Caroline.-Chyba, że wolisz siedzieć z Damonem i głupieć.-Powiedziała zdegustowana
-Jasne.Będzie fajnie, nigdy nie byłam w Collegu.-Uśmiechnęłam się do nich.-A ty?-Zwróciłam się do Stefana
-Ja nie.-Odpowiedział
-No weź, naprawdę zmuszasz mnie do chodzenia tutaj a ty kuzynie co robisz?-Zapytałam
-Kuzynie?-Spytała Caroline.-Czy ja o czymś nie wiem?-Blondynka wstała z miejsca.
-Długa historia.Mam inne rzeczy do roboty.Przykro mi kuzynko.-Powiedział
-Mam czas.Opowiadaj.-Powiedziała zaciekawiona Caroline
-Urodziłam się w 999 roku, moja matka za wszelką cenę nie chciała żeby ktoś dowiedział się o tym, że jest z rodziny Salvatore.Gdy uciekłam po śmieci ojca do Mikaelsonów, w 1862 dowiedziałam się od nich o rodzinie matki a, że nie miałam innej rodziny oprócz Mikaelsonów, zaczęłam szukać rodziny Salvatorów.Znalazłam ich, i przyjęli mnie bardzo ciepło.Poznałam tylko Stefana, ponieważ Damon był ną wojnie.Ze Stefanem zaprzyjąźniłam się szybko,opowiedziałam mu o matce, nazwaliśmy się kuzynami.Zrobiliśmy sobie zdjęcie które cały czas mam.Gdy przyjechała Katherina wyjechałam.-Powiedziałam z lekkim uśmiechem
-Czyli jesteś pierwotną?-Spytała Bonnie
-Można tak powiedzieć.-Odpowiedziałam
-Ja swobodnie powiedziałabym, że jesteście rodzeństwem.-Przyznała Caroline
-Nadal masz to zdjęcie?-Spytał Stefan z niedowierzaniem
-Oczywiście.-Odpowiedziałam a po policzku spłynęła mi jedna łza.
Kolejny rozdział za nami cukiereczki! Hope you enjoy.Uciekam już do szkoły.Narazie ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz